Muzyka tęsknoty

Jeszcze jedna noc z niekończącego się szeregu przepracowanych nocy...
Nie, nie skarżę się bynajmniej... moje poświęcenie nie jest niczym wielkim w stosunku do tego co można spotkać nawet w naszym dzisiejszym świecie nie mówiąc już nawet o historii...

Jest ze mną muzyka z Władcy Pierścieni... Piękna... cudowna... doskonała...

Zastanawiam się czemu właśnie ta muzyka tak mocno do mnie przemawia... Przypominam sobie czas dzieciństwa... kiedy w letnie noce wiatr przynosił do mojego pokoiku na strychu odgłos dalekich pociągów... Jakże wtedy tęskniłem za światem... za podróżami... gdzieś daleko daleko stąd... Głód poznawania świata zawsze był we mnie głęboki...

W tej muzyce jest właśnie taka tęsknota... Niesamowita, niewypowiedziana, przejmująca tęsknota... Za niczym konkretnym... raczej za "stanem duszy"...

Poezja

Strasznie mnie targa kiedy słyszę o ANALIZIE poezji...

To jedna z najstraszliwszych zbrodni na poezji... To zabicie jej DUCHA. Jak można poezję analizować??? Kto ma prawo do twierdzenia, że "ROZUMIE" poezję??  Po co na Boga mamy ROZUMIEĆ poezję...

Poezję się CZUJE... poezję się kocha...

Poznanie kontekstu... możliwych dróg interpretacyjnych tego czy innego utworu poetyckiego powinno stanowić jedynie ciekawostkę... bo tak naprawdę nie ma NAJMNIEJSZEGO ZNACZENIA... co "autor miał na myśli"... Jedyne znaczenie to tylko to jakie poezja ma dla nas samych... 

Prawdziwa poezja jest jak prawdziwa Kobieta... mieniąca się milionami odcieni... w każdej chwili inna... anioł i diabeł jednocześnie i w  jednej chwili... Kobiety i poezji nie da się rozłożyć na czynniki pierwsze, bo żadna z nich nie jest sumą składników ale czymś daleko wartościowszym... bogatszym i piękniejszym...

"mieszkam w pałacu Możliwości"... pisała Emily Dickinson... jak każdy prawdziwy poeta CZUŁA poezję i kochała...

Tymczasem dzisiejsze stada "literaturoznawców" usiłują nam wtłoczyć, że poezję czyta się przez znajomość kontekstu, biografii poety, budowy wiersza i zastosowanych środków artystycznych. Mielą nam poezję na heksametry daktyliczne akatalektyczne z rozwiązaną tezą nagłosu spondeicznego... Rozpinają nam wiersze na sieciach semantycznych i hermeneutycznych. Tak jakby za wszelką cenę usiłowali zamaskować swój brak bladego pojęcia o poezji.

To tak jakby piękno Kościoła Mariackiego wyprowadzać drogą dedukcji logicznej z chemicznej analizy spoin między cegłami wieży Mariackiej.

Zastanawiam się kiedy wreszcie skończą się te kretynizmy pod hasłem "jedynie słuszna interpretacja wiersza"... Nie wierzę, że jakikolwiek prawdziwy poeta choć przez sekundę tak postrzega poezję.

To, czego brakuje w dzisiejszych szkołach to właśnie jasnego powiedzenia. Poezja nie ma żadnej wartości ani, żadnego znaczenia jeśli nie odnajdzie go w nas samych. Więc do naszej własnej rzeczywistości powinniśmy odnosić poezję a nie do niczego innego. Nie istnieje żadna obiektywna prawda o poezji, ani klucz interpretacyjny. Prawda o poezji to prawda o nas samych. A to prawda ZAWSZE subiektywna... i jeśli ktoś tego nie rozumie to niech nie zabiera się za przybliżanie innym poezji bo nie ma o niej pojęcia.

 


"Z życia człowieka najedzonego" - Barszczyk czerwony

Stało się...


Kasia ugotowała barszczyk...

Powiedzieć: "nie byle jaki" to O WIELE za mało... Poezja tego dania sięga daleko szerzej i głębiej niż to z pozoru wygląda... No bo czymże jest jest niby taki barszczyk? Coś czerwonego a w tym zatopione - nie wiadomo po co pierogi? Tak jakby nie dało się ich podać na talerzu jak Bóg przykazał?

Tak właśnie pewnie odbiera owo danie powalająca większość męskiej populacji...

O nędznicy... jakże ja im współczuję...

:)

A zatem do dzieła! Co czyni barszczyk wspaniałym... Ba! Niezrównanym?!

Kolor

Czysta głęboka czerwień... niezłamana jakimś beznadziejnym przegotowaniem... Krystaliczna esencja buraka ale bez jego przyziemnej trymwialności... nic banalnego... burak na piedestale...

Konsystencja

Niech no spróbuje cokolwiek tam pływać... O zgrozo! Jakikolwiek wiecheć liściasty! A KYSZ! Przepadnij zmoro... Barszczyk MUSI być czysty... jak czyste intencje jego Twórczyni :) Do pływania jest basen... ewentualnie muszelka klozetowa... w zależności od tego co ma pływać... Ale przenigdy nie talerz barszczyku :)

Lecz nie koniec na tym... barszczyk WYMAGA ducha... Jak mawia poeta "... bez Ducha to szkieletów ludy!" A gdzie szukać owego ducha? Bydlęcy on być nie może... Nierogacizna tym bardziej odpada... nie będziemy się zniżać do obory... Dziczyzna ni w pięć ni w dziewięć... Rybki zostawimy akwarystom... zatem pozostaje drób... Kurzy trupek... który zaszczyci nasz barszczyk wianuszkami delikatnych oczek... Ale DELIKATNYCH... Miłośników żółtych pokładów osadzających się na ściankach talerza odeślemy gdzie indziej...

I tutaj uwaga pewna... tak.. zetknąłem się z uduchawianiem barszczyku grzybkami wszelakimi, tudzież paletą warzyw godną Moneta i Renoira... Ano "de gustibus non est disputandum"... nie odmawiam temu kierunkowi bogactwa smaku ani nie twierdzę że to zła droga... Jednak mnie bardziej ciągnie MIĘCHO...  M_I_Ę_C_H_O :)) no i te maleńkie śliczne oczka... o-o-o których próżno by szukać gdzieś między grzybkiem a cebulką...

Temperatura

Barszczyk jest niebiańskim tworem z piekła rodem... a więc KOCHA ciepło... Ba! Gorąco... Jednak i tu potrzeba wirtuozerii... gdy braknie ręki Mistrzyni głęboka czerwień zamienia się w równie głęboki kolor... POMYJI.

Smak

Barszczyk to ostra sztuka... Bardzo ostra... I znowu niespodzianka... Zrobić barszczyk megaostry a zarazem taki który nie zmusi degustantów do hiperwentylacji paszczy... To prawdziwy majsterczyk... a zrobić to W OGÓLE bez użycia octu... przy użyciu cytryny... to coś co naprawdę odbiera mowę...

Wisienka na torcie

Jakby tego wszystkiego jeszcze było mało...
Na pewno wielu z Was testowało barszczyki z serii "co knur to knur" albo inne "wymiary". I owszem... pierwsza chwila kiedy stykamy się z tymi zaawansowanymi dziełami laboratoryjnej chemii organicznej jest całkiem w porządku...  No ale teraz przewińmy nieco naprzód... kilka godzin powiedzmy: Miejsce akcji i osoby dramatu - te same... niby te same... Jednak w ustach możemy odróżnić z osobna każdą pojedynczą przyprawę... każdy konserwant... polepszacz... barwnik...  Człowiek czuje się dosłownie tak, jakby już całego Mendelejewa miał na języku... łącznie z pierwiastkami ziem rzadkich i kompletem gazów szlachetnych, które wydostają się z nas jedno - lub wielostronnie (w zależności od stanu organów wewnętrznych)...

Tymczasem już parę minut po spożyciu barszczyku Kasi w ustach pozostaje cudowny delikatny posmak... tak delikatny jak wiosenny powiew ledwie poruszający młodymi trawami... i aby odnaleźć w nim lekką nutę barszczyku naprawdę trzeba się wysilić...

Co tu dużo mówić...
POEZJA...

Koniec

End?
No, the journey doesn't end here.
Death is just another path... One that we all must take.
The grey rain-curtain of this world rolls back, and all turns to silver glass...
And then you see it.
White shores... and beyond, a far green country under a swift sunrise.

Koniec?
Ta podróż nie kończy się tutaj.
Śmierć to tylko jedna ze ścieżek, którą wszyscy musimy pójść.
Szara, deszczowa kurtyna tego świata zmienia się w srebrzyste szkło...
I wtedy widzisz...
Białe wybrzeże, a za nim w oddali zieloną krainę w promieniach wschodzącego słońca.


Gandalf

Życie... dziwna rzecz...

Life is a strange thing
Just when you think you learnt how to use it
It's gone

Życie to taka dziwna rzecz
Ledwie dowiesz się jak go używać
Już go nie ma

Shakespears Sister
Tak... Życie to taka dziwna rzecz...
Ten tekst z piosenki bardzo mocno do mnie przemawia...

Prawda

W życiu tak często prawdą wcale nie jest... prawda... ale to w co łatwiej jest uwierzyć... Chyba na równi - faceci jak i kobiety chętniej za prawdę uznają rzeczy - ich zdaniem - wiarygodniejsze...

To bez sensu... tak, ale niestety tak właśnie jest najczęściej... Bez względu na to, że życie bywa nieraz absolutnie niewiarygodne... Kompletnie przeskakujące to co człowiek uważa za możliwe...

Czemu prawdą jest to w co chcemy uwierzyć a nie to co prawdziwe??

Może dlatego, że doczekaliśmy leniwych czasów... Ludziom NIE CHCE się szukać prawdy... mieć tej ciągłej pokory w stosunku do własnego zdania... tej świadomości - "wiem, że nic nie wiem"... że niczego nie wiem NA PEWNO... że po prostu mogę się mylić... Nie łatwe to - bo wymaga ciągłego "balansowania". Z jednej strony jasnego własnego zdania a z drugiej umiejętności poddania go pod wątpliwość... A takie połączenie jest NAPRAWDĘ rzadkie.

A może dlatego, że prawda bywa w naszych czasach tak niewiarygodna że proste kłamstwo zastępuje ją  o niebo lepiej? Że dożyliśmy czasów kiedy prawdziwe powody banalnych faktów - ot choćby spóźnienia się na randkę brzmią jak scenariusz filmu akcji...

Nie wiem... wciąż szukam odpowiedzi... i pewnie jeszcze długo jej poszukam...

Żeby było jeszcze trudniej...  Szokujące jest... czemu tak łatwo jest ludziom uwierzyć w to co złe a tak trudno przekonać do czegoś dobrego... To tak trochę jak w kawale że możesz mówić sto lat kobiecie że ją kochasz i tyleż samo czasu jej to udowadniać swoim życiem a i tak stale będzie miała wątpliwości, a niech tylko ktoś jej powie, że ją zdradzasz - uwierzy od razu. Żeby nie było - faceci też tak mają tylko w innych tematach.

Szczęście

Każdy chce być szczęśliwy. Nawet ten kto nie ma pojęcia na czym to jego szczęście polega i tak instynktownie go szuka.

Mogę szczerze powiedzieć, że jestem szczęśliwy... Bardzo bardzo szczęśliwy.

Ci, którzy znają mnie bliżej złapaliby się pewnie za głowę, jak można być szczęśliwym w okolicznościach takich jak moje? Ano można. Bo to nie okoliczności decydują o tym kiedy poczujemy się szczęśliwi... Szczęście jest w nas...

Powodów do szczęścia wszyscy dostajemy codziennie mnóstwo... Tylko od nas zależy ile spośród nich dostrzeżemy...

Inna rzecz, i nie wiem czemu tak jest... że w wielu ludziach na widok czyjegoś szczęścia uruchamia się chęć jego popsucia... taka swoista psychologia "psa na sianie" - jeśli sam nie zje to drugiemu nie da. Nigdy nie potrafiłem zrozumieć czegoś takiego. Nawet w stosunku ludzi którzy wyrządzili mi osobiście wiele złego nie potrafiłbym się tak zachować... ot, żeby tylko popsuć czyjeś szczęście... Zazdrość, zawiść czy mściwość to uczucia całkiem mi obce.